Ołtarz główny
Parafia z lotu ptaka
Widok z chóru
24-o godzinna Adoracja Najświętszego Sakramentu
Panorama parafii

KAZANIE PASYJNE NA NIEDZIELĘ PALMOWĄ

GODZINA ŚMIERCI

 

„Bałem się. Banda zbliżała się, okrążając moją chatę, odcinając mi drogę ucieczki. Strach przed tym co za moment może się zdarzyć sparaliżował moje ciało, oddech, myśli. Szelest rozsuwanych gałęzi i deptanej trawy zagłuszony został przez tupot nóg na schodach i odgłosem osób wskakujących do domu przez okna. Nagle błysnęło mi przed oczami ostrze maczety. Myśli, które do tej pory zastygły, ruszyły niczym podcięta lawina. Poczułem, że jestem sam. Totalnie sam. Dom rodzinny kilkanaście tysięcy kilometrów stąd. Moi wierni, którym poświęciłem ostatnich kilkanaście lat życia, zniknęli jakby nigdy nie istnieli. Bóg któremu służyłem zdawał się nie dostrzegać mojej nieuchronnej śmierci. Ten, dla którego wydawało mi się, że się poświęciłem nie jest zainteresowany teraz ani mną, ani największą ofiarą jaką za moment z siebie złożę. Nie poczułem nic. Usłyszałem tylko głuche uderzenie klingi o czaszkę i osunąłem się na podłogę”.

Drodzy Czciciele Chrystusa Cierpiącego! Przedstawiona historia jest spisana przez misjonarza, który jakimś cudem przeżył owe najście. Miało to miejsce w Rwandzie w czasie zamieszek na tle etnicznym. Ów ksiądz stanął w obliczu śmierci. I to co go najbardziej bolało to samotność, opuszczenie w tym momencie. W dalszej części swoich wspomnień pisze, że dla niego to było irracjonalne doświadczenie. Jako ksiądz, misjonarz otwarty na wolę Bożą wiedział i spodziewał się, że jej spełnianie daje pokój i szczęście; i kiedyś wyobrażał sobie, że gdyby przyszło mu oddać  życie za wiarę byłby to podniosły moment. Tymczasem, gdy faktycznie jego życie zawisło na włosku poczuł kompletną pustkę i bezsens swoich wysiłków, działań. Kilkanaście lat wcześniej odkrył powołanie kapłańskie, odbył studia, skończył seminarium, po kilku latach pracy w diecezji wyjechał na misje do Afryki. Po drodze kilka wielkich sukcesów i równie spektakularnych porażek duszpasterskich oraz przezwyciężonych kryzysów. I co? Nagle koniec? Tak przeraźliwie po prostu - śmierć?

Kochani! Dziś w Niedzielę Palmową, kiedy rozpoczynamy święty czas Wielkiego Tygodnia i początek najważniejszych misteriów każdego chrześcijanina, rozważamy ostatnią Godzinę Planu zbawienia człowieka. Chrystus przeszedł godziny posłuszeństwa woli Ojca, spisku, miłości, kryzysu, sądu. Te wszystkie godziny doprowadziły go tej ostatniej: godziny śmierci. I czuje się w niej osamotniony. „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił?” Nie mówi jak zwykle: „Ojcze mój”, ale „Boże mój”. Staje w szeregu stworzeń i w imieniu stworzenia wyraża przerażającą perspektywę śmierci, bezsilności i samotności wobec niej. Jezus przybity gwoźdźmi do krzyża; po kilku latach głoszenia Dobrej Nowiny, uzdrawiania chorych, okazywania miłości Boga do człowieka. Ponosi porażkę! Kończy na krzyżu.

Moi Drodzy! Czasem się nam wydaje, że spełnianie woli Bożej da nam szczęście już teraz, gwarantuje nam powodzenie sukces. Zobaczmy gdzie Jezusa, Syna Bożego zaprowadziła wola Boga, Jego Ojca przecież. Patrząc na Chrystusa widzimy, że podporządkowanie swojej woli kosztuje człowieka bardzo wiele, tak wiele że nieraz tracimy wiarę w jej sens woli. Ale tylko wypełnienie jej do końca, czasem nawet wbrew sobie, daje radość, pozwala zakosztować jej owoców. I słowa Chrystusa: „Wykonało się”, wykonała się Twoja wola Boże, są ostatecznie słowami ufności w tę wolę, że ona da owoce, da efekt. I tak po Wielkim Piątku następuje Wielkanoc. Cud, który wywrócił porządek świata. Wyrwał świat z grzechu i potępienia. Dał nam nadzieję na nasze zbawienie. Więc skoro nasz Pan zawisł na krzyżu to nietrudno zauważyć, że drogi Boże nie tak szybko prowadzą do wymiernych efektów.

W katowniach, często tortury fizyczne nie były w stanie złamać przesłuchiwanych. Dopóki byli pewni, że ich cierpienie i śmierć nie pójdzie na marne dopóty mogli wytrzymać męki. Tym czym nieraz oprawcy łamali swoje ofiary było wmawianie im, że nikt o nich się nie dowie. Nikt nie usłyszy nie tylko o ich śmierci ale i życiu. Nikomu nie zrobi różnicy ich brak na świecie.

W filmie „Katyń” właśnie wyłania się taki obraz beznadziei polskich oficerów wobec własnej śmierci, o której w zamierzeniach Sowietów nikt nie miał się dowiedzieć. Dał temu wyraz jeden z żołnierzy mówiąc, że „pozostaną po nich tylko guziki”. To co jest najbardziej przerażające w obozach koncentracyjnych, to nie tylko sama śmierć, ale anonimowość  milionów ludzi, którzy tam umierali; przywożonych wagonami bydlęcymi, prosto do komór gazowych i krematoriów. Tych ludzi zanim spopielono najpierw ścierano mentalnie na proch. Właśnie tą perspektywą: jesteś nikim; umrzesz jak miliony przed Tobą i miliony po Tobie, nikt się teraz o Ciebie nie upomni, a jak w końcu udusisz się cyklonem B i zamienisz w kupkę kurzu to nikt o Tobie nie wspomni.

Ukochani! Chrystus na krzyżu wypowiada słowo: „Pragnę”. Czego pragniesz Chryste? Tego, aby każdy usłyszał o Twojej miłości, która zaprowadziła Cię aż tutaj. By każdy usłyszał o Twojej ofierze. Pragnie tego szczególnie wtedy gdy wkoło tryumfuje zło, gdy zdaje się, że Jego wysiłki idą na marne. Chrystus poczuł, to co miliony ludzi doświadczały w obozach koncentracyjnych i niezliczonych miejscach kaźni na całym świecie.

Ów misjonarz, o którym wspomniałem na początku kazania, pisze dalej, że dopiero wtedy uzmysłowił sobie dramat Golgoty. Gdy poczuł zimny sztylet samotności wobec śmierci, przenikający jego jestestwo aż do szpiku kości, czego w o wiele większej skali doświadczył Chrystus. I kiedy o tym myśli, z jeszcze większą pokorą chyli czoło przed męką i śmiercią Chrystusa. I rodzi to w nim ufność, że Bóg przed nim przeszedł tę drogę i czuł wszystko to, co on doświadczył, jak to kreślił tylko „jako namiastkę cierpień Jezusa”.

Panie Jezu utajony w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, chcemy Ci podziękować za to, że cierpiałeś, że umarłeś, że byłeś samotny i opuszczony na drzewie hańby. Dla nas. Z miłości ku nam. Jako Bóg wiedziałeś jak wielkie cierpienia i katusze przeżywa człowiek, ale przyjąłeś je na siebie, by pokazać, że przeżywasz je razem z człowiekiem. Panie już wiemy jak wielka jest Twoja miłość ku nam, prosimy Cię więc teraz daj nam łaskę przeżywania tej miłości, doświadczania jej, zachwycenia się Nią. Daj nam, abyśmy ten wyjątkowy w tym roku Wielki Tydzień przeżyli jeszcze głębiej i doświadczyli twojej miłości, która wleje w nasze serca spokój i nadzieję. Amen.